Historia szkoły

Historia Szkoły w Turwi…

Według Kazimierza Zimniewicza (Turew i okolice) szkolnictwo w Turwi ma odległe tradycje. Pierwsza szkoła w Turwi istniała już przed 1790 rokiem. Była to prywatna szkoła założona przez Stanisława Chłapowskiego, prowadzona dalej przez jego syna, Józefa. Sam Dezydery Chłapowski też nie pozostawał obojętny na wykształcenie miejscowej młodzieży. W 1830 roku wybudował na granicy turewsko-rąbińskiej szkołę, do której uczęszczały chłopskie dzieci z okolicznych wiosek. Po trzydziestu latach istnienia szkołę rozebrano ze względu na niewystarczającą wielkość.

Za oficjalną datę otwarcia szkoły przyjmuje się rok 1878. Jednakże z kronik wynika, że już w w 1843 roku czynna była w pałacu jednoklasówka dla dzieci turewskich”. Z kroniki szkoły Floriana Spornego (kierował szkołą do 1948 r.) wynika, że budynek szkolny przy Szkolnej 41 oddano do użytku w 1878 roku. Kierownikiem był Michał Mackiewicz, a po jego odejściu na emeryturę w 1897 kierownikiem szkoły został Wojciech Thomas. Kolejni nauczyciele w czasie kierownictwa Thomasa to: Dill, Gabriel, Kwiatkowski, Jeschner, Wilkens, Wierzbiński, Skrzypczyński, Espelage, Wille. (do 1919 roku nauka odbywała się po niemiecku).

Po odzyskaniu niepodległości w Turwi uczyli: Antonina Komorowska, Kwiatkiewicz, Ciemnoczołowski, Praisówna. Za czasów Thomasa urządzono 3 klasę. 1 czerwca 1932 Thomas przeszedł na emeryturę. Kuratorium Okręgu Szkolnego Poznańskiego mianowało kierownikiem szkoły p. Rogackiego. Krótko przed wojną dobudowano jeszcze dwie klasy, które zburzyli Niemcy. W  projekcie była budowa mieszkań nauczycielskich, a z istniejących mieszkań miały powstać dwie nowe klasy.

W czasie wojny działała  szkoła gospodarstwa dla dziewcząt niemieckich do 45 r. Przez pewien czas szkoła była nieczynna, a od 5 maja 1945 zorganizowaniem szkoły zajęła się Maria Thomas. Sprzęt szkolny był wykradziony bądź zniszczony. Od czerwca 1945 kierownikiem mianowany został Florian Sporny. Pracowało dwóch nauczycieli. Po drugiej wojnie światowej obwód szkolny obejmował Turew, Wronowo, Ćwikłowo, Donatowo, Rąbinek, Rogaczewo Małe i Wielkie, Wyskoć, Wyskoć Małą i Ignacewo. Szkoły filialne mieściły się w Wyskoci i Rąbiniu. W roku szkolnym 1945/46 szkoła liczyła 203 uczniów i 4 etaty nauczycielskie. W gronie nauczycielskim powojennego okresu pojawiają się takie nazwiska jak: Stanisław Żak, Mieczysława Greczyło, Maria Thomas, Muszyńska, Janina Górska, Antoni Spychała (kierownik) i wiele, wiele innych.


W latach sześćdziesiątych 

dobudowano nowy budynek z sześcioma izbami, sekretariatem, gabinetem dyrektora, pokojem nauczycielskim oraz dwoma mieszkaniami dla nauczycieli. Nowy budynek szkolny oddano do użytku w październiku 1968 roku. Zajęcia odbywały się w„starej” i „nowej” szkole. Od roku 1972-1973 na kilka lat do obwodu szkolnego dołączono miejscowości Stary Gołębin i Gorzyce.

2dab430131

W 1979 roku

szkoła zyskała patrona. Nadano jej imię generała Dezyderego Chłapowskiego.

3ba2b93786

Reforma szkolnictwa,

która miała miejsce w 1999 roku, zapoczątkowała trójstopniowy system nauczania szkolnego. Wprowadzono gimnazja. Nasza szkoła stała się sześcioklasową szkołą podstawową, starsi uczniowie przeszli do gimnazjum w Racocie (rocznik 1986).

Od roku szkolnego 2003-2004

zmniejszono obwód szkolny o miejscowości gminy Krzywiń: Rąbiń, Rąbinek, Rogaczewo Małe, Rogaczewo Wielkie i ograniczono go do miejscowości z terenu Gminy Kościan. Są to Turew, Wronowo, Wyskoć, Ignacewo, Mała Wyskoć.

stara szkoła1

Liczebność uczniów zmalała o połowę, tj. do  98  uczniów.  „Stara szkoła” opustoszała. Dzieci uczą się w jednym budynku.

IMG_7048

IMG_7001

Kolejni dyrektorzy

1967 do 1992 Edmund Wesołek.

1992 -1999   Irena Tomczak

1999 – 2005  Jolanta Kalewska

2005 – 2007  Maria Taczkowska (od IX 2007 do VI 2014 kierownik szkoły)

2007-  Paweł Kaczmarek

2014 – Krystyna Nowak (kierownik)

Rok 2007/08

szkoła przestaje być samodzielną jednostką, a mianowicie weszła w skład Zespołu Szkół Gminy Kościan w Racocie, w której funkcję dyrektora pełni p. Paweł Kaczmarek.

W listopadzie 2008 r. rozpoczęto budowę sali gimnastycznej.

bud

W szkole umieszczono oddział zerowy.

Rok szkolny 2008/09

jest ostatnim rokiem, w którym naukę kończy klasa szósta: Wiktor Molski, Laura Tomczyk, Magda Marciniak, Ania Halaburda, Agnieszka Nowakowska, Dominika Smolarek, Agnieszka Jaworska, Jakub Nowak, Konrad Chrastek, Tobiasz Tomczak, Mateusz Buchert, Mateusz Walęczewski, Norbert Jankowski.

19 6 2009

Historię szkoły od roku 1960 do dziś współtworzyli wraz z uczniami następujący nauczyciele:

86051fd7ea

Janina Wesołek, Edmund Wesołek, B. Michałowska, Zdzisław Nowak, Wanda Nowak, Janina Olszak,

Barbara Szmyt, Maria Słabolepsza, Barbara Ignaciuk, Maria Anczykowska, Helena Tomczyk,

Maria Augustyniak, Hanka Priebe, Wacław Priebe, Wacław Klóskowski, Helena Trąbka, Krystyna Lis,

Barbara Poterek, Jolanta Kalewska, Irena Żak, Jacek Ruszkiewicz, Grażyna Rosikowska,

Marietta Szymkowiak, Mariusz Tomczak, Irena Tomczak, Sławomir Kalemba, Joanna Karg, Bożena Walter,

Maria Włodarczak, Maria Taczkowska, Bożena Witczak, Beata Woźniak, Alicja Wojciechowska, Henryk Rosiak,

Dominika Cwojdzińska, Marcin Jakubowski, Justyna Naskręt, Anna Żłobicka-Mueller,

Paulina Hertmanowska, Edyta Liberska, Katarzyna Węgielska, Mariola Dominiczak,

Monika Michalak (Grobelna), Dorota Gronczewska, Beata Matyjaszczyk, Olena Kalemba,

Violetta Kubicka, Justyna Paterek, Krystyna Nowak

Nowy rok szkolny 2009-2010

wraz z reformą oświaty przyniósł zmiany zarówno lokalowe jak i strukturalne w naszej szkole. Do budynku szkolnego przeniesiono przedszkole.

01 09 2010 155

W szkole pozostały klasy I-III, starsze klasy obowiązek szkolny kontynuują w Racocie.

Wrzesień 2009

– oddano do użytku salę gimnastyczną, odmalowano elewację, przygotowano salę i sanitariaty na przyjęcie przedszkolaków, wejście główne zyskało nowy wygląd, przed budynkiem posadzono rośliny.

08 09 2009 Turew 039

30-lecie nadania szkole imienia -październik 2009

lecie

W październiku 2011 roku

otwarty został  przy szkole nowy plac zabaw.

plac

                                                                                                                                                                                                                                                    zdj. Krystyna Nowak

W czerwcu 2014 roku

na emeryturę odeszła kierownik szkoły pani Maria Taczkowska. Pani Taczkowska przeszła tutaj wszystkie możliwe szczeble kariery szkolnej. Była uczennicą naszej szkoły, bibliotekarką, nauczycielem, dyrektorem i kierownikiem.

Od września 2014 roku funkcję kierownika pełni p. Krystyna Nowak.

Pierwszy nauczyciel

(tekst ukazał się w Wiadomościach Kościańskich styczeń/kwiecień 2014 i za pozwoleniem autorki zamieszczony na naszej stronie)

Moim pierwszym nauczycielem był pan Antoni Spychała, który mieszkał i pracował w szkole podstawowej w Rogaczewie Małym. Szkołę tę kończyli mój ojciec i dziadek ze strony ojca. Jest to ładny stary budynek z czerwonej cegły, dzisiaj znajduje się w rękach prywatnych. Pan Antoni Spychała znany był chyba wszystkim mieszkańcom Rogaczewa Małego, Wielkiego, Wyskoci i Turwi, wśród których cieszył się szacunkiem i poważaniem. Kiedy rozpoczęłam naukę w klasie pierwszej, pan Antoni był już u kresu swojej zawodowej kariery. W jednej sali lekcyjnej uczyły się wtedy dwa roczniki – uczniowie klas pierwszych i drugich jednocześnie. Kiedy pierwszoklasiści pisali, drugoklasiści głośno czytali i na odwrót. Taki system wymagał od prowadzącego zajęcia wielu umiejętności, cierpliwości, podzielności uwagi i wysiłku.

Antoni Spychała

Antoni Spychała

Pan Spychała uczył oczywiście wszystkich przedmiotów, w tym również muzyki, potrafił grać na skrzypcach. Smyczek służył niekiedy do dyscyplinowania, co niektórych mniej posłusznych wychowanków, o co jednak dyscyplinowani nie mieli do nauczyciela pretensji, bo kara zawsze była zasłużona, mało dotkliwa i miała raczej charakter symboliczny. Swoją szkołę bardzo lubiłam (zasługa nauczyciela), do tego stopnia, że nawet chora nie chciałam pozostawać w domu. Z Rogaczewa Wielkiego codziennie szliśmy na piechotę ponad 2 kilometry, by dotrzeć do szkoły w Rogaczewie Małym. Byliśmy siedmiolatkami (ciekawe swoją drogą, co powiedzieliby rodzice z ruchu „Ratujmy maluchy”, gdyby ich dzieciom zaproponowano codzienny 5- kilometrowy marsz do i ze szkoły?), nieśliśmy tornistry, często ciężkie, podczas drogi nikt się nami nie opiekował. W moim roczniku (1961) w Rogaczewie Wielkim było siedmioro dzieci, wszystkich mieszkańców wioski było prawie 120, dzisiaj w tej wsi w jednym roczniku jest dwoje lub troje dzieci, wszystkich mieszkańców wioski jest ponad 120.

Pewnego razu wędrując do szkoły, wymyśliliśmy, by powiedzieć panu, że w czasie drogi natknęliśmy się na wilka. Informację tę przekazaliśmy wychowawcy następnego dnia. Pan Spychała bardzo się przejął i zaniepokoił, wypytywał o wygląd zwierzęcia, jak na nauczyciela przystało, pokazał nam książki i albumy ze zdjęciami wilka i prosił, byśmy dobrze się przyjrzeli i potwierdzili, że to właśnie zwierzę spotkaliśmy. Wszyscy zgodnie zapewnialiśmy, że tak właśnie było. Wyobraźnia dzieci nie zna przecież granic, a przymiotnik bujna, nie oddaje jej rzeczywistych rozmiarów.

Pamiętam również, że pewnego dnia ułożyłam swój pierwszy, bardzo egzaltowany wiersz (tematem była chyba mama), pochwaliłam się panu, który wiersz zapisał na tablicy, wyróżnił autorkę i wyraził nadzieję, że w przyszłości zostanę poetką. Poetką na szczęście i bez szkody dla literatury polskiej nie zostałam, skończyłam jednak polonistykę na UAM w Poznaniu, z czego mój pierwszy nauczyciel byłby niewątpliwie dumny.

Przerwy pomiędzy lekcjami spędzaliśmy biegając po podwórzu szkolnym lub bawiąc się w podmokłych zagajnikach po przeciwnej stronie drogi. Dzisiaj z pewnością nikt nie pozwoliłby dzieciom podczas przerw przebiegać na drugą stronę jezdni, wychodzić tym samym poza teren szkoły. Wtedy jednak, a był to koniec lat sześćdziesiątych, nie było prawie na wsi samochodów osobowych, drogą czasami przejeżdżał traktor, wóz konny, motocykl lub rowerzysta. Nie przypominam sobie, by któremuś dziecku stała się krzywda. Były to bardzo bezpieczne czasy, dzieci latem i zimą bardzo chętnie bawiły się na świeżym powietrzu, nie było sali gimnastycznej. Niepotrzebne były akcje typu „Rok szkoły w ruchu” (rok szkolny 2013/ 2014), nikt nie ważył także naszych tornistrów i „nie ratował” nas przed szkołą, chociaż sanitariaty znajdowały się poza budynkiem szkolnym.

Nie znaczy to wcale, że gloryfikuję siermiężne czasy mojego dzieciństwa, nie twierdzę też jak staro żytni, że „za moich czasów nawet koguty piały lepiej”. Obiektywnie stwierdzam, że uczniowie w mojej obecnej szkole uczą się i wypoczywają w komfortowych warunkach w porównaniu z warunkami, w jakich ja jako pierwszoklasistka zdobywałam wiedzę.

Kiedy ukończyliśmy klasę drugą, rozpoczęliśmy naukę w szkole podstawowej w Turwi, do której woził nas autobus szkolny. Szkoła podstawowa w Rogaczewie Małym przestała istnieć. Pan Antoni Spychała uroczyście żegnany w Turwi przez liczne grono młodszych koleżanek i kolegów nauczycieli, rodziców oraz uczniów przeszedł na emeryturę. Uroczystość pożegnania pamiętam, bo stremowana recytowałam okolicznościowy wierszyk. Po przejściu na emeryturę, otoczony szacunkiem mieszkańców okolicznych miejscowości (kiedyś nauczyciel to był ktoś) pan Antoni mieszkał wraz z rodziną w starej, jak ją sentymentalnie zwano, szkole. Jego życie przerwała tragiczna śmierć jedynego syna — studenta, który zginął zabity w Poznaniu przez pijanego kierowcę. Pan Antoni syna przeżył tylko o kilka miesięcy.

Pierwszego nauczyciela zapamiętałam jako dobrego człowieka, dobrego pedagoga i wychowawcę. Nauczyciela z powołania. Nauczył mnie nie tylko czytać i pisać, ale sprawił, że szkoła była niezwykle ważną częścią mojego życia i tak zostało do dziś.

Emilia Grajewska Kościan

Noszę w sercu wspomnienia z Turwi…

Wielki Tydzień to czas refleksji. Wielki Piątek i Wielka Sobota wywołują we mnie zawsze nostalgię za czasami, które minęły i ludźmi, wśród których upłynęły mi dzieciństwo i młodość. Noszę w sercu wspomnienia z Turwi, gdzie w latach siedemdziesiątych uczęszczałam do szkoły podstawowej.

Nauczycieli, którzy tam pracowali, zachowałam we wdzięcznej pamięci. Do szkoły dowożono nas autobusem z Rogaczewa Wielkiego. Pamiętam, że w okresie wielkanocnym gospodynie z Rogaczewa, matki dowożonych dzieci, obdarowywały kierowcę autobusu jajkami. Był to wyraz wdzięczności za bezpieczne przewożenie pociech. Kierowca , o ile się nie mylę, pan Nadobnik był uroczym człowiekiem. Do szkoły w Turwi dowożono wtedy także dzieci z Rąbinia, Rogaczewa Małego, Wyskoci i przez pewien czas Gołębina. Była to dość duża placówka, w której skład wchodziły dwa budynki zwane przez wszystkich „starą szkołą” i „nową szkołą”. W nowej szkole uczyły się dzieci bodajże z klas I – VI, a w starej VII i VIII. Nauczyciele musieli podczas przerw przemieszczać się z jednego budynku do drugiego. Apele odbywały się na korytarzu nowej szkoły lub na jej dziedzińcu. Jako przewodnicząca samorządu szkolnego (byłam nią przez trzy lata) „odbierałam” meldunki o frekwencji w poszczególnych klasach od przewodniczących klas, szybciutko podliczałam i zgłaszałam dyrektorowi szkoły panu Edmundowi Wesołkowi. Jego żona pani Janka była opiekunką samorządu i przygotowywała mnie do każdego apelu i akademii. Była niezwykle troskliwa, potrafiła po matczynemu poprawić kołnierzyk czy przyczesać włosy przed apelowym występem. Wspominam Ją bardzo miło i z wdzięcznością, podobnie jak Jej męża. Przed panem dyrektorem czułam respekt, ale nie bałam się go. Był osobą zawsze opanowaną i spokojną, cieszącą się autorytetem. Państwa Wesołków często spotykam przypadkowo w Kościanie. Pan Edmund zawsze ze mną życzliwie porozmawia. Nigdy nie zwrócił się do mnie- osoby dorosłej – per pani, jak za dawnych lat zwraca się do mnie po imieniu, a ja jestem z tego powodu dumna. Z państwem Wesołkami spotykam się także raz w roku we wrześniu podczas cyklicznych rajdów turystycznych im. Dezyderego Chłapowskiego, których meta znajduje się w rodzinnej miejscowości generała – Turwi. Około 400 uczestników rajdu z powiatu bawi się wtedy wesoło na boiskach przy nowej szkole ( stara od lat jest nieczynna), a ja patrząc na szalejących młodych ludzi, widzę siebie sprzed 40 lat w fartuszku szkolnym, z obowiązkowym białym kołnierzykiem wśród grona rówieśników i nauczycieli. Jestem dumna, że moja szkoła tak pięknie obecnie wygląda, szkoda tylko, iż uczy się w niej teraz niewiele dzieci. Podczas rajdowej wędrówki na zmianę z Kopaszewa przez Rogaczewo Wielkie, z Rogaczewa Małego, Rąbinia lub Gołębina wdycham jesienne zapachy wydzielane szczodrze przez drzewa, łąki, sady, ogrody. Zapachy, które są szczególne dla okolic Turwi, których nigdzie indziej nie spotkałam, bo są skomponowane z woni tamtejszych roślin, a które kojarzą mi się ze szczęśliwym dzieciństwem wśród dobrych i życzliwych ludzi. Krajobrazy okolic Turwi są malowane przez pasy wiatrochronne drzew, wprowadzone w XIX wieku przez Dezyderego Chłapowskiego. Pamiątka po człowieku, który dla Turwi i okolicznych miejscowości uczynił tak wiele. Jak nikt inny zasłużył, by szkoła podstawowa nosiła jego imię, a jej społeczność miała z tego powodu prawo do dumy.

Przez szereg lat w tej szkole uczyła pani Jolanta Kalewska nauczycielka historii, a później dyrektor. Lubiłam Ją i lubię szczególnie. Potrafiła swoimi opowieściami zarazić mnie miłością do historii. Jako maturzystka stanęłam przed dylematem, czy za kierunek studiów obrać polonistykę czy historię. Zwyciężyła polonistyka, ale po latach skończyłam również studia podyplomowe z historii. Pani Jola Kalewska była wspaniałym pedagogiem, posiadała coś, co nauczycielowi zawsze zyskuje sympatię wychowanków, a mianowicie poczucie humoru. Umiała też wspierać swoich uczniów. Pamiętam, że startowałam w konkursie języka polskiego i pomyślnie przeszłam przez eliminacje rejonowe, przede mną był etap wojewódzki. W szkole w Turwi za moich czasów nie było nauczyciela polonisty. Pani Kalewska powiedziała, że pojedzie do Kościana, wypożyczy dla mnie lektury, a ja się przygotuję. Przywiozła mi „Sławę i chwałę” Jarosława Iwaszkiewicza, książkę, która mnie urzekła. Podczas konkursowego egzaminu panie zasiadające w komisji dziwiły się, że czternastolatka przeczytała tak poważną lekturę i wyraziły obawę, że mogłam jej nie zrozumieć. Okazało się, że bez problemu odpowiadałam na zadane pytania. Zajęłam III miejsce, pamiętam radość moich nauczycieli i dumę dyrektora Wesołka, że uczennica wiejskiej szkoły została laureatką wojewódzkiego konkursu. Na eliminacje konkursowe jeździła ze mną wychowawczyni pani Maria Anczykowska. Jeździłyśmy autobusem, przypominam sobie, że po konkursie pani kupiła ptasie mleczko i częstowała mnie nim w nagrodę. Smak tego ptasiego mleczka pamiętam do dziś, pozostał w mojej świadomości, jak ciastko w pamięci bohatera powieści Prousta. Jako polonistka wychowałam 14 laureatów Wojewódzkich Konkursów Języka Polskiego, których w nagrodę obdarowywałam czekoladą, niektórych zabierałam na deser do kawiarni. Myślę, że na to moje późniejsze zachowanie wpływ mieli nauczyciele z Turwi. Panią Jolę Kalewską odwiedzałam i traktowałam jak powiernicę (niech mi to wybaczy, bo zwierzenia nastolatki muszą być męczące) jeszcze wiele lat po skończeniu podstawówki. Pisałam do niej listy. Była wraz z mężem gościem na moich 18 urodzinach, a znając moje pasje czytelnicze, podarowała mi piękne wydanie „Braci Karamazow”, które do dziś zdobi mój księgozbiór. Pod jej wpływem (prowadziła bibliotekę szkolną) jako nastolatka rozmiłowałam się w klasyce literatury, przeczytałam m.in. wszystkie powieści Żeromskiego, którego uwielbiałam.

Ze szkoły w Turwi wspominam również Państwa Olszaków, pan Henryk Olszak (późniejszy dyrektor szkoły w Oborzyskach) w Turwi uczył fizyki, pani Olszakowa uczyła geografii. Dojeżdżali szkolnym autobusem z Rąbinia, gdzie wówczas mieszkali. Pani Olszakowa przez kilka lat była moją wychowawczynią. Wspominam wycieczki do huty szkła w Gostyniu, fabryki porcelany w Chodzieży czy rodzinnego miasta Kopernika – Torunia. Mile wspominam szkolne baliki, kiedy to przebrani w ciekawe stroje pałaszowaliśmy sałatki i ciasta przygotowane przez nasze mamy. Rodzice, szczególnie nasze mamy, aktywnie włączali się do współpracy z gronem pedagogicznym. To mamy chodziły na wywiadówki, dzisiaj chodzą na nie również ojcowie i wchodzą w skład rad rodziców.

Myślę, że to urzekające krajobrazy Turwi i okolic są odpowiedzialne za naszą ucieczkę z lekcji, któregoś pierwszego dnia wiosny. Hasaliśmy szczęśliwi jak zające po polach, łąkach i lasach w znacznej odległości od szkoły. Refleksje na temat konsekwencji naszego zachowania dopadły nas dopiero podczas powrotu. Grono pedagogiczne początkowo srodze zagniewane okazało jednak wspaniałomyślność i skończyło się na upomnieniu bez obniżania nam ocen z zachowania.

Zimą, kiedy staw znajdujący się nieopodal starej szkoły zamarzał, uczący nas wychowania fizycznego Pan Klóskowski zabierał nas na łyżwy.

Pamiętam też , jak któregoś dnia Pan Henryk Olszak zwrócił uwagę jednemu z moich nieprzesadnie grzecznych kolegów. Kolega w bezczelny sposób odpowiedział przysłowiem: „Co konia obchodzi, gdy się wóz przewraca”. Reakcja nauczyciela była natychmiastowa. Myślę, że w przyszłości kolega rzadko posługiwał się przysłowiami, co prawda są one mądrością narodów, ale mądrzy obywatele wiedzą, w jakich sytuacjach mogą je stosować. O ile mnie pamięć nie myli, pan Olszak był również zastępcą dyrektora szkoły. Należał do nauczycieli cieszących się autorytetem i szanowanych.

Szkoła w Turwi była dla moich rówieśników i dla mnie miejscem niezwykle przyjaznym. Okazała się dobrą szkołą, bo jej wychowankowie potrafili odnaleźć się w życiu. Mój przyjaciel, dyrektor dużej szkoły podstawowej i gimnazjum zapytany, co w pracy nauczyciela uznaje za najważniejsze, odpowiada, że wyniki w nauce są ważne, ale najważniejsze jest wychowanie na dobrych, uczciwych i szczęśliwych ludzi. Jestem pewna, że moi pedagodzy z Turwi z tego zadania wywiązali się znakomicie.

Emilia Grajewska – Banaszak

Kościan

Spotkanie po latach (rocznik 1976)

Zjazd absolwentów odbył się 18 czerwca 2016 roku.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: