Córka-Żona-Matka-Nauczycielka-Maria Anczykowska

O kolejne wspomnienie nauczyciela naszej szkoły poprosiliśmy Ludwikę Adamczak, córkę pani Marii Anczykowskiej. Pani Anczykowska zapisała się w pamięci uczniów jako dobry człowiek, nauczyciel niezwkłej łagodności i autorka słów hymnu naszej szkoły.

dowiersza

Pani Maria przepracowała jako  nauczycielka w kilku szkołach; w latach 1952-1954 w Szkole Podstawowej w Giewartowie, 1954-1960 w Bukowie, 1960-1968 w Borzejewie, w 1968-1970 w Czajkowie. W naszej szkole pozostała już do emerytury, tzn. od roku 1970 do 1986. Zmarła 28 marca 2011 roku. (kn)

Maria Anczykowska (26.03.1933 – 28.03.2011)

lastscan1 

Moja mama była córką Wiktorii i Edwarda Iwińskich. Dziadka nigdy nie poznałam – nie było go wśród żywych, gdy ja do nich dołączyłam.

Babcię pamiętam od zawsze, ponieważ mieszkała z nami i w tym momencie nasuwa się stwierdzenie, że mama była dobrą córką. Opiekowała się swoją matką przez całe życie jednocześnie sprawdzając się jako żona i matka czwórki dzieci. Wykazywała niesamowitą cierpliwość wobec całej rodziny, jak również umiejętność nie zaniedbywania żadnych obowiązków wobec członków tej familii. Potrafiła tak zorganizować swój czas, by w każdej chwili być do dyspozycji czyjejkolwiek, a i znalazło się miejsce na rozrywkę.

P. Maria z mamą, córką Isią i wnukiem

P. Maria z mamą, córką Isią i wnukiem

Była wspaniałą matką i zawsze chętnie pomagała moim braciom i mnie, nie tylko w „trudnych dziecięcych tarapatach”, lecz także w zadaniach domowych. Później swoje pedagogiczne predyspozycje wykorzystała w pomocy wychowania wnuków.

Mamę jako nauczycielkę nie ominęły również obowiązki związane z nauczaniem w szkole, gdzie wśród uczniów znajdowały się jej dzieci.

Myślę, że traktowała wszystkich równo i sprawiedliwie. Nie chciałabym osądzać zbyt subiektywnie , ale wydaje mi się, że jej metody nauczania były jak najbardziej odpowiednie a wiadomości, które przekazywała utrwalały się bardzo szybko. Uczyła języka polskiego, zpt (zajęć praktyczno – technicznych) oraz prowadziła zajęcia z wychowania plastycznego i wiele z tego wykorzystuję w życiu: robótki na drutach, szydełkowanie, wiedza na temat łączenia kolorów itp.

Z jedną ze swoich klas

Z jedną ze swoich klas

Mama lubiła dowcip, który towarzyszył jej w różnych okolicznościach. Był to dowcip specyficzny, czasami wręcz „czarny”.

Kiedy leżała w szpitalu , w bardzo ciężkim stanie, nie wiedziałam, że są to jej ostatnie dni życia. Podczas–jak się później okazało–ostatniej wizyty powiedziałam mamie, że muszę już jechać do domu, bo teraz ciągle telefony się urywają i każdy pyta o „Marysię–są tacy ciekawscy”. Wtedy mama leżąc z zamkniętymi oczami uśmiechnęła się na chwilę i taką ją zapamiętałam…

Na dzień 28 marca zaplanowałam sobie, że pojadę do mamy do szpitala.

O godzinie 5.20 tegoż dnia mój plan uległ zmianie, gdy zadzwonił telefon ze szpitala i otrzymałam wiadomość, że p. Maria Anczykowska zmarła o godz. 4.45…

W szpitalu powiedziano mi, że odeszła w spokoju. Pomyślałam:-całe życie była uosobieniem spokoju. „…Jakie życie – tak śmierć…”

Ludwika Adamczak (z domu Anczykowska)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: